Beskid niski perła polskiej natury

Beskid niski pełen legend – umieszczone

Jadąc samochodem piękną trasą z Dukli do Gorlic można podziwiać nie lada widoki. Droga biegnie u podnóży wzniesień Beskidu Niskiego. Najatrakcyjniejszy chyba odcinek, to między Nowym Żmigrodem a Foluszem. Szczególnie wzrok przykuwa Magura Wątkowska.

Tereny te to jedyne miejsce w Beskidzie Niskim objęte ochroną w randze parku narodowego. Magurski Park Narodowy utworzony został 24 listopada 1994 roku. Jest jednym z najmłodszych parków narodowych w Polsce.

Diabli Kamień ma swą legendę

Z głównej trasy, na małym wzniesieniu, można skręcić do Folusza. To malutka miejscowość. Jakieś półtora kilometra od wsi znajduje się mały parking przy drodze. Tutaj trzeba podjąć decyzję, którędy iść.

Można udać się na Diabli Kamień. Ta skała znajduje się zaledwie dwadzieścia minut drogi od parkingu, jeśli idzie się czarnym szlakiem, a jej nazwę tłumaczy legenda. Według niej, głaz upuścił diabeł niosący go do pobliskiego Cieklina z zamiarem zniszczenia nowego kościoła. Niecny pomysł nie został zrealizowany, bo nad bezpieczeństwem świątyni czuwał sprytny szewc. W porę zauważył, że diabeł niesie kamień i postanowił mu w tym przeszkodzić. Wiedział, że czart straci siłę, gdy zapieje pierwszy kogut. Wziął więc szydło i ukłuł nim koguta. Gdy diabeł usłyszał głośne pianie, stracił moc i upuścił głaz w miejscu, w którym możemy podziwiać go do dziś. Potężny kamień z piaskowca znajduje się w jodłowo-bukowym lesie. Jest na tyle płaski z jednej strony, że bez specjalnych umiejętności i sprytu można wejść na jego wierzchołek. Po deszczach, na „dachu” skały, w zagłębieniach utrzymują się kałuże. I choć nie jest to spektakularny ostaniec, trudno odmówić malowniczości zarówno jemu samemu, jak i całemu otoczeniu.

Lokalizacja – dojdziesz a pieszo

Do Diablego Kamienia można dojść bez problemu. Można ruszyć czarnym szlakiem w kierunku głównego grzbietu lub można wybrać krótszy, ale bardziej stromy wariant – żółtym szlakiem.

Czarne znaki biegną początkowo starą leśną drogą. Bitumiczna nawierzchnia, mimo że wygląda na solidnie wykonaną, zaczyna powoli zarastać. Na niektórych fragmentach wygląda już jak cienka na kilkadziesiąt centymetrów asfaltowa ścieżka. Po kilometrze droga idzie w lewo, a czarny szlak skręca w prawo.

Na lewo park, na prawo rezerwat

Magurski Park Narodowy został utworzony głównie ze względu na cenne zbiorowiska leśne. Niestety przecinając te „puszczańskie” ostępy, można być nieco zawiedzionym widokiem niezbyt imponujących, wręcz lichych drzewostanów. Na szczęście tak jest tylko na krótkim odcinku. W miejscu, gdzie szlak zaczyna trawersować zbocze, trasa staje się przyjemniejsza. Buki tworzące tutejszy las przypominają kolumny w średniowiecznej katedrze. Strzeliste i gładkie pnie przechodzą w korony dopiero na dużej wysokości. Gdyby rosły w lesie gospodarczym, można by to piękno zamienić na twardą walutę. Z tymi tak nie będzie.

W półtorej godziny można dojść do głównego grzbietu i tu przesiąść się na zielony szlak. Właściwie od samego Folusza nic nie przerywa leśnej monotonii. Wbrew pozorom to trasa niezbyt często uczęszczana nawet w środku wakacji. Jeśli ktoś szuka dobrego miejsca na wyciszenie, Magura Wątkowska będzie idealna.

Umieszczone

Zielonym szlakiem po kolejnej godzinie marszu w ciszy i spokoju można dojść do granic rezerwatu przyrody Kornuty. Teraz po swojej lewej stronie będziemy mieli park narodowy, a po prawej rezerwat. Kornuty to jeden z najwcześniej objętych ochroną terenów w Polsce. Już w 1938 roku gorlicki oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego wykupił część ziem obecnego rezerwatu właśnie w celu ochrony. Oficjalnie jednak rezerwat powołano do życia dopiero w 1953 roku. Pod ochroną są tu oryginalne formy skalne z piaskowca magurskiego.

Na uwagę zasługuje spektakularny okap wieńczący kilkunastometrową skałę. Na terenie Kornutów znajduje się też kilka jaskiń. Największą z nich jest Jaskinia Mroczna, ma bowiem aż 175 metrów długości i 17 metrów głębokości. Jeśli wziąć pod uwagę jej szczelinowy charakter, jest to wynik imponujący. Jaskinię nie łatwo znaleźć, a jeszcze trudniej jest przejść ją w całości. Głębiej położonych fragmentów drogi bronią zaciski i wąskie korytarze. I nawet dobrze, że tak jest, bo mieszkają tam nietoperze.

Warto tu wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce. W czasach, kiedy powoływano do życia rezerwat, rosła tu kosodrzewina. Było to niezwykle cenne, naturalne stanowisko o charakterze reliktowym. Sosna górska znana przede wszystkim ze znacznie wyżej położonych stanowisk, ostała się tu jako świadectwo odmiennych warunków klimatycznych panujących tysiące lat temu. Niestety, stanowisko to przetrwało tylko do lat 90. XX wieku. Nie ma w tym żadnej winy człowieka, to po prostu naturalny proces.

Zamknięte drzwi bacówki

Idąc z rezerwatu jeszcze około dziesięciu minut głównym grzbietem dojdzie się do żółtych znaków szlaku. Dalej kierować trzeba się do Bartnego. Droga biegnie cały czas w dół, więc w pół godziny można znaleźć się na skraju wsi.

Bartne to jedna z najbardziej charakterystycznych miejscowości Beskidu Niskiego. Dawniej słynęło jako stolica łemkowskiej kamieniarki. Rzeźbiono tu piękne pomniki i krzyże nagrobne. Wykonywano tu także bardziej przyziemne, przydatne na co dzień w gospodarstwie

przedmioty, jak na przykład osełki czy żarna. Materiał pozyskiwano z okolicznych kamieniołomów, między innymi ze wspomnianych wcześniej Kornutów. Branża kamieniarska w Bartnem miała się najlepiej na przełomie XIX i XX wieku. Działało wtedy we wsi kilka spółek, a efekty ich pracy można zobaczyć na terenie całej Łemkowszczyzny. Można się o tym przekonać na przykład na tutejszym cmentarzu. Gros krzyży wieńczących groby to kamienne dzieła sztuki.

Tuż przed cmentarzem znajduje się zabytkowa cerkiew pod wezwaniem świętych Kośmy i Damiana z 1842 roku. Obecnie znajduje się w niej muzeum. Przybliża ono tradycyjne wnętrze cerkwi zachodniołemkowskiej. Na wejściowej furtce znajduje się informacja, że obiekt udostępnia pan Józef Mądzik, który mieszka w pobliżu.

Schodząc około 300 metrów z trasy można zwiedzić cmentarz z I wojny światowej. W maju 1915 roku w tych okolicach trwały zażarte walki pomiędzy Rosjanami i Austriakami. Sam cmentarz nie jest imponujący jak na miejsce pochówku ponad stu żołnierzy. To po prostu kawałek ogrodzonego kamiennym murkiem terenu z dużym drewnianym krzyżem. Jest też kilka czarnych, metalowych krucyfiksów, które ledwie wystają ponad skoszoną trawę.

W odległości nie większej niż pół kilometra od wspominanej wcześniej cerkwi stoi następna. Ta jest znacznie młodsza, bo wybudowana w 1930 roku. To również zabytek. Ta prawosławna świątynia powstała po tzw. schizmie tylawskiej, kiedy to gros Łemków z Beskidu Niskiego, a zwłaszcza z zachodniej jego części, zmieniło wyznanie z greko-katolickiego na prawosławne.

Obok jest też sklep ale niestety, często można pocałować klamkę. Godziny otwarcia przybytku wypisane są za pomocą swoistego rebusu.

Niecałą godzinę trzeba poświęcić aby zakołatać do drzwi schroniska. Niestety zdarza się, że są zamknięte. I tu można ruszyć w drogę powrotną do Folusza.

——————————

Wędrówka po trzęsawiskach – umieszczone

Zaraz za schroniskiem czerwony szlak to teren, jaki rzadko występuje w górach. Trzeba się przedzierać przez trzęsawiska, a w niektórych miejscach są powrzucane do wielkich kałuż grube patyki i drągi, które ułatwiają przeprawę. To na szczęście niewielki odcinek drogi. Później jest już cały czas pod górę. Godzina drogi od schroniska i można dotrzeć znowu do głównego grzbietu Magury Wątkowskiej. Napotkamy tam pomnik Jana Pawła II, a dokładniej tylko krzyż i głaz z tablicą na cześć odprawionej tu przez niego mszy w 1953 roku. Obok znajduje się wiata, która w razie potrzeby może posłużyć jako przytulny nocleg jeśli mamy ze sobą śpiwory.

Droga stąd do Folusza to dystans do przebycia na pieszo mający ok. koło 5 kilometrów. Ta droga prowadzi cały czas w dół i w niecałą godzinę ponownie można znaleźć się po północnej stronie pasma.

Tu właściwie jest koniec wycieczki. Na zakończenie można zobaczyć jeszcze jedną przyrodniczą atrakcję tej okolicy, mianowicie Wodospad Magurski. Warto zmobilizować siły i nawet gdy jesteśmy zmęczeni nie odpuszczajmy tego wodospadu.

Sprawę ułatwia samochód, bowiem można nim podjechać około 2 kilometrów w głąb doliny Potasówki. Tam od parkingu do wodospadu jest jeszcze około 20 minut drogi. Łatwo trafić, bowiem z daleka słychać wzmagający się szum wody. Strumyk spadający z półki skalnej to ledwie strużka wody, próg ma dobrych parę metrów, ale najlepiej prezentuje się po ulewach albo wiosennych roztopach. Mimo wszystko miejsce to jest bardzo malownicze i warte kilku zdjęć zanim zejdziemy do samochodu.

Niektórrzy uważają, że to pagórki, które ledwie zasługują na miano gór. Mimo wszystko to bardzo malownicze tereny, w które warto zwiedzić. Jeśli ktoś lubi takie trasy, pełne historycznych i przyrodniczych ciekawostek to nie będzie zawiedziony. Tak naprawdę to klasyka Beskidu Niskiego.

Leave Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *